Jak to google…

… do mnie dzwoniło. Zaczęło się zupełnie niewinnie i właściwie prawie przeoczyłem tego maila. Nie pierwszy, nie ostatni mail od czegoś tam poprzez linkedin. Po tym jak przeczytałem kilka stwierdziłem, że raczej szkoda na nie czasu – skoro pisała do mnie jakaś firma szukająca administratora Windowsa, gdzie widać po profilu, że mam zerowe doświadczenie w tym temacie. Jednak jakoś słowo „google” zadziałało jak mały magnes. Też miał go zignorować, ale ciekawość wygrała.

Jak to wyglądało? Na start zwykły mail, jednak i tak się wyróżniał o tych z innych firm. Czym? Napisali, że przeglądali mój profil i kilka miejsc w których się pojawiłem. To już mnie zainteresowało – „dobra, poświęcili chociaż minutę na mnie, to ja poświęcę też minutę i im odpiszę”. Przeszedłem do czynów. Z ciekawości zapytałem – czemu ja? Z odpowiedzi się dowiedziałem, że można mnie znaleźć na OhLoh (jakiś projekt na githubie, do którego wysyłałem małego patcha korzysta z OhLoh i dlatego się wyświetliłem tam z moimi danymi z githuba) i, co ciekawe, że przeglądali też moją stronę O mnie i mojego bloga.

Czekajcie – bloga? W sumie tu się nic szczególnego nie dzieje, poza tym… Przecież on jest po Polsku. Widać tłumaczenie pl->eng w Google Translate działa całkiem ok. Przynajmniej taką odpowiedź dostałem.

Następnie było CV i bezpośrednie wysyłanie maili (nie przez linkedin). Padło pytanie o samoocenę w kilku tematach na podstawie wysłanego systemu:

0-indicates you have NO EXPERIENCE -that is fine but please indicate.

1-3-indicates you can read and understand the subject area, but would not be comfortable implementing anything in it.

4-6-indicates you are comfortable with the subject area and all routine work in it.

7-indicates that you are extremely proficient, and have a deep technical expertise in the subject, and would be comfortable with personally designing and implementing any project in that area.

8-10-reserved for those who are recognized industry experts in a field ( i.e. wrote a book on the subject or invented it)

Górna część skali jest dosyć ciekawa. W przypadku „engineering roles” tematami były:

  • TCP/IP Networking (OSI stack, DNS etc)
  • Unix/Linux internals
  • Unix/Linux Systems administration
  • Algorithms and Data Structures
  • C
  • C++
  • Python
  • Java
  • Perl
  • Shell Scripting (sh, Bash, ksh, csh)
  • SQL and/or Database Admin
  • Scripting language of your choice _____________
  • Management
  • Programs/Project Management

Tak właściwie to nic szczególnie zaskakującego. Wpisałem liczby jak uważałem, że powinienem, do kilku dopisałem drobny komentarz by nie było wątpliwości i przyszedł czas umówić się na telefon i dobrać pasujący termin.

Rozmowa. Szkoda, że nie trafiło mi się na osobę, dla której angielski jest głównym językiem, ale po chwili przywykłem do nieco charakterystycznego akcentu, a też nie denerwowała się na moje prośby o powtórzenie czegoś jeśli nie zrozumiałem. Na początku się przedstawiła, powiedziała jak będzie wyglądać ta rozmowa. Powiedziałem, że rozumiem i poszło dalej. O co były pytania? Zaczęli z grubej rury – studia. I ciężkie pytanie „ile ci zostało do skończenia?”. Na słowa, że jeszcze jakieś 3 lata rozłączyli się…

Dobra, nie rozłączyli się ;) Stwierdzili, że w takim razie nie ma sensu zajmować się częścią typowo techniczną, a zostaniemy na ten moment przy ogólniejszych pytaniach. A pytali o:

  • technologie z których korzystam (w temacie serwerów Linux)
  • aktualną pracę – co w niej robię i forma zatrudnienia (part-time czy full-time)
  • styczność z innymi systemami na serwerach
  • doświadczenie w programowaniu

Przynajmniej te zapamiętałem, inne jakoś szczególnie mi nie zapadły w pamięci. Następnie opowiedziała mi trochę o rolach Systems Engineer i Software Engineer w zespole Site Reliability Engineering. I tu padło pytanie o to, który z języków programowania, używanych przez ten zespół, znam, wolę i czuję się najpewniej – do wyboru Java, C, C++, Python. Kilkanaście minut po piętnastominutowej rozmowie dostałem maila z kilkoma dodatkowymi informacjami i linkami.

Podobno za jakiś czas (mniej więcej jak będę kończył studia) mają się ze mną znowu skontaktować w sprawie pracy – ciekawe, zobaczymy. Przy tym też padło (już na koniec) pytanie o relokację i przeprowadzenie się do oddziału w Dublinie, Londynie i Zurychu. A sama Anam, która do mnie pisała – ma być w stałym kontakcie ze mną i pisać co jakiś czas. Zobaczymy ;)

Co z tego mogę wyciągnąć? Wiem, że Google wcale nie jest aż takie nieosiągalne jakby się wydawało. Przynajmniej samo porozmawianie z nimi, o dalszych kwestiach teraz nie wiem, być może się dowiem za kilka lat. Na pewno kolejne, inne , podejście do procesu rekrutacji. Do tej pory za wiele rozmów nie przeprowadziłem, do tego wszystkie były twarzą w twarz. Na pewno jest to ciekawe doświadczenie ;)