Książka i film – Lot nad kukułczym gniazdem

Opowieść o ludziach w szpitalu psychiatrycznym, złej siostrze Ratched, kombinacie… Gdyby nie ten sam tytuł książki i filmu oraz przypadkowej zbieżności nazwisk bohaterów i powiedzmy kilku wydarzeń bym nie wpadł na to, że film powstał na bazie książki.

W książce narratorem jest głuchoniemy indianin. Osoba ogromnej postury, nazywana przez innych Wodzem. W młodości już miał problemy, że ludzie go nie zauważali i nie słyszeli. Zupełnie jakby nie było. Z tego powodu jest głuchoniemy, ale czy na pewno? I to jest jego sekret. (o którym dowiadujemy się na pierwszych stronach książki, więc niczego nie zdradziłem) Książka jest bardzo ciekawą historią i zaskakującym zakończeniem. A film?One-Flew-Over-The-Cuckoos-Nest-Movie-Poster

O ile szczegół taki jak kolor włosów McMurphego można pominąć, a w innym przypadku uznać za zwykłe czepialstwo. O tyle zmianę większości fabuły nie mogę pozostawić bez słowa. Już nawet główny bohater jest kim innym. Film skupia się na McMurphym, a nasz biedny Wódz zostaje jako postać dalszoplanowa, właściwie gdyby nie końcówka to by się nie liczył w ogóle. No właśnie zakończenie… i ogólny wydźwięk. Film to niby ta sama historia. Niby, bo są podobieństwa w niektórych wydarzeniach. Tylko ja mam wrażenie, że przeczytał ktoś książkę i po kilku latach sobie przypomniał „o czytałem fajną książkę, może zrobię ekranizację?” i spisał to co pamiętał na kartce, resztę dopowiedział i mamy film. O tym czemu te podobieństwa i tak są różnicami pisać nie będę, odkryjcie to sami, nie chcę psuć zabawy.

Jedno o filmie mogę powiedzieć – mimo że znałem fabułę książki i byłem świeżo po jej czytaniu to mnie nieźle zaskakiwał co chwilę, ale raczej negatywnie niż pozytywnie. Dla mnie ekranizacja ma zupełnie inny wydźwięk i sens niż ten pokazany w książce. W filmie wiele rzeczy dzieje się z nikąd. Decyzcję co do filmu pozostawiam każdemu z osobna, książkę jak najbardziej warto przeczytać.